Re: póki ulice pełne limuzyn jaśniepaństwa

jureek napisał:

> Pisząc o rozpychaniu się łokciami oparłem się na tym, co napisałeś wcześniej:

> „odbywa się walka, która często kończy się tym, że już do trzeciego wozu

> uda się wsiąść”.

Walka nie musi się odbywać pomiędzy ludźmi. Walka odbywa się z oporna materią, która nie chce się rozciągać.

W praktyce wygląda to tak, że jak już, bez strat w ludziach, jakaś część ludzi wtłoczy się do pojazdu, to z tyłu nacierają kolejni i… okazuje się, że materia, z której zrobiony jest pojazd się nie rozciąga, za to można nieco skomasować materię, z której zrobieni są pasażerowie. Zawsze jak już wydaje się, że nikt już nie wlezie, okazuje się, że jednak jeszcze kilka-kilkanaście osób włazi 😀 I bardzo dobrze, bo na następny autobus tez czeka często kilka razy więcej ludzi niż może się zmieścić…

I tak musi być. Że znowu posłużę się przykładem z dzielnicy, w której mieszkam. Bezpośrednio do metra jeździ jedna linia*. Autobus zabierający w znośnych warunkach (bez ryzyka obrażeń) max. 200 osób jeździ w „częstotliwości” 3-5 na godzinę (5 autobusów jest tylko raz w ciągu doby – reszta godzin musi „zadowolić się” 3 max. pojazdami). To max. 1000 osób wywiezionych do metra w ciągu godziny z dzielnicy liczącej sobie kilkadziesiąt tys. duszyczek… Te 1000 osób nie zapełniłoby nawet jednego pociągu metra.



* Jest jeszcze jedna (jedyna!) przyspieszona (średnia prędkość ok. 12 km/h) linia wioząca ludzi do centrum i przy okazji do metra. Tu autobusów jest do 8-10 na godzinę, ale do metra jedzie się dwa razy dłużej. I też z kilkudziesięciotysięcznej dzielnicy da rade wyjechać nim max. 2000 ludzi na godzinę. A co z resztą…?



Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.

Comments are closed.