I znowu ZŁO na warszawskich drogach…

Zaczęło się wczoraj po południu.

Jechałem mało uczęszczaną, zastawiona z obydwu stron drogą. Nagle, nieomal pod maskę mojego auta wypadł z jakiejś bramy samochód. „Doniosło” go do połowy pasa. Na szczęście nic z przeciwka nie jechało więc dałem radę, nie hamując, go ominąć…

Dziś koło południa miałem za to trzy akcje na odcinku ok. 20 km.

Stałem sobie na czerwonym świetle. Zapaliło się zielone i w tym momencie z przeciwka skręcając w lewo pode mnie, zdecydowanie na czerwonym (faza do skrętu w lewo), ruszył TIR. Poczekałem, a jak TIR przejechał, ruszyłem. Na szczęście nie po emesowemu (220 km/h), tylko po emerycku. Dzięki temu nie dostałem strzała od Volvo, które powtórzyło manewr TIRa.

Parę kilometrów dalej jechałem prawym pasem, który zanikał. Spojrzałem w lusterko i zobaczywszy wolny pas, rozpocząłem manewr. Jak byłem już prawie na środkowym pasie, jakieś (znów) Volvo na gościnnych występach (rejestracja LPU), jadąc grubo ponad limit lewym pasem, postanowiło spróbować kto mocniejszy ładując się mi w bok. Machnąłem kierownikiem i… udało się.

I na koniec coś, co zdenerwowało bardziej niż wszystkie ww. akcje. Jechałem prawym pasem trzypasmówki. Miałem zielone światło. Jak byłem jakieś 12-15 od przejścia, jakaś starsza pani dała energicznego kroka na jezdnię. Na szczęście tylko jednego. Drugiego być może by nie przeżyła, bo pędziłem jak wariat. Może z 50 km/h, za to wielką terenówką…

Na warszawskich drogach jest ZŁO!



Optymisci wierza, ze swiat stoi przed nimi otworem. Pesymisci wiedza, gdzie ma ten otwor.

Comments are closed.